filmy akcji lat 80
TOP30: Najlepsze filmy akcji. 1. "Zabójcza broń" (1987, 1989, 1992, 1998) Komedia sensacyjna o dwóch gliniarzach, którzy starają się rozwiązywać różne zagadki. Martin Riggs i Roger Mautaught na zawsze wpisali się do kart historii kina sensacyjnego. "Zabójcza broń" to seria filmów, które można określić jako klasyki gatunku.
7 minut (film) 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy; 80 milionów; A. Agent nr 1; Akcja Brutus; Akwarium (film) Anioł śmierci (film 1994) Antyki (film) B. Bad
Filmy akcji w CDA Premium. Odkryj 14343 filmy i seriale premium więcej. dostarczonych przez oficjalnych, zweryfikowanych dystrybutorów filmowych. Oglądasz legalnie i w najlepszej jakości. Filmy dostępne są z polskim lektorem lub napisami, a bajki z dubbingiem. Korzystając z CDA Premium wspierasz legalnych dystrybutorów i producentów.
Danny Trejo, Billy Zane, Randy Couture i James Russo zagrają w filmie akcji "The Protector". W roli głównej pojawi się Ed Morrone. Bohaterem filmu jest Mickey Rome, starzejący się specjalista od ochrony gotowy odejść na emeryturę. Jego szefowie wymagają jednak, by wykonał jeszcze jedno, ostatnie zadanie.
Witajcie! Dzisiaj chcielibyśmy przedstawić Wam listę najlepszych filmów lat 80. To była dekada pełna niezapomnianych produkcji filmowych, które do dzisiaj
Exemple De Pseudo Pour Site De Rencontre. Radzieckie filmy akcji były jednym z najpopularniejszych gatunków filmowych tamtych lat. Nie były kręcone często, ale każde pojawienie się na ekranie stało się wydarzeniem. Wielu znanych aktorów brało udział w kręceniu takich filmów z przyjemnością: Nikolay Eremenko Jr., Vladimir Vysotsky, Boris Galkin, Alexey Serebryakov, Anatolij Kuznetsov i inni. Najlepsi radzieccy bojówkarze zgromadzili w kinach ogromną liczbę widzów. Trudności z klasyfikacją W kinie tamtych lat nie było koncepcji takiego gatunku jak film akcji. Może to być obraz akcji lub przygody. Zakres tematów był szeroki: podróże, historia wydarzeń historycznych, walka z "wrogami państwa" - szpiedzy, szkodniki i inne. Filmy akcji z lat 60 Radzieccy bojownicy tamtych lat reprezentowani są przez kilka interesujących obrazów. The Elusive Avengers (1966) Nastoletni bohaterowie tego fascynującego radzieckiego filmu akcji przygodowej walczyli w czasie wojny secesyjnej na Ukrainie przeciwko białym strażnikom i bandytom wszystkich pask. Film i jego sequele odniosły spektakularny sukces wśród publiczności. Dziś jest na liście najlepszych obrazów domowych. Dangerous Tours (1969) To dość nietypowy film historyczny, przygodowy i muzyczny. Ale można go z powodzeniem nazwać wojownikiem, ponieważ istnieje wiele fascynujących scen konfrontacji między bohaterami i niebezpiecznymi wrogami. Główną rolę w filmie grał Władimir Wysocki. Radzieckie filmy akcji z lat 70 W tym okresie powstało wiele zdjęć, które znajdują się na liście najlepszych filmów akcji. "Białe słońce pustyni" (1970) Jeden z najlepszych filmów kina radzieckiego. Jej bohaterowie są do tej pory kochani przez publiczność, a repliki postaci są zdemontowane w cytaty. Żołnierz Armii Czerwonej Sukhov wraca do domu po wielu latach Wojna domowa Jego droga leży na pustyni, gdzie ratuje lokalnego mieszkańca Saeed. Dowódca oddziału Armii Czerwonej, którego spotkał, powierza mu harem z Basmach Abdullahem. Sukhov nie może pozostawić bezbronnych kobiet i jest wciągany w lokalne problemy. "W strefie szczególnej uwagi" (1977) Dzisiejszych bojowników radzieckich nie można sobie wyobrazić bez tego obrazu, w którym wspaniały duet składał się z dwóch wspaniałych aktorów: Mihaia Volontira i Borisa Galkina. To nie jest tylko film akcji, ale obraz prawdziwej silnej męskiej przyjaźni, honoru i obowiązku. Film dzisiaj, po ponad 30 latach, wygląda za jednym zamachem. W centrum fabuły tego ekscytującego filmu akcji - konfrontacja w ćwiczeniach dwóch drużyn spadochroniarzy. "Piraci XX wieku" (1979) Najlepsze radzieckie filmy akcji reprezentowany przez ten popularny i sławny obraz. Główną rolę w filmie odegrał znakomicie Nikolai Eremenko Jr. Zgodnie z fabułą obrazu, piraci atakują radziecki statek transportujący przesyłkę opium. Wiążą członków załogi, zamkną ich w kabinach i położy ładunki wybuchowe w ładowni statku. Siergiej, mechanik okrętowy, zostaje uwolniony od kajdan i pomaga swoim towarzyszom uciec na łodzi. Komornik na najbliższy brzeg, radzieccy marynarze znajdują w zatoce znany im statek piratów. Najlepsze radzieckie filmy akcji z lat 80 Pierwsze miejsce na liście najpopularniejszych filmów tego okresu zajmuje film " Zimne lato Pięćdziesiątej Trzecie " (1987). Film opowiada o jednym z trudnych wydarzeń z przeszłości kraju - amnestii związanej z Śmierć Stalina w 1953. Dwóch więźniów politycznych musiało zaangażować się w nierówną walkę z przestępcami, którzy otrzymali wolność. Praca na tym zdjęciu jest ostatnią rolą wybitnego aktora Anatolija Papanowa. The Criminal Quartet (1989) Film powstał na styku dwóch epok: sowieckiej i rosyjskiej. Radzieccy bojownicy zaczęli wypierać hollywoodzkie filmy pokazywane w salonach wideo. W tych warunkach trudno było przejść przez sowieckie malowidła, ale Kwartet Karny odniósł sukces. Opowieść o czwórce dzieci z sierocińca, którzy przyjaźnią się od ponad 25 lat i którzy pomagają sobie nawzajem w najtrudniejszych sytuacjach, znalazła odpowiedź publiczności. Obraz podobał się przede wszystkim tym, że ekrany były żywymi bohaterami, a nie macho czy superfighterami. Normalni, prawdziwi ludzie, z własnymi złymi uczynkami i błędami, ale bez myślenia, ryzykując, gdy stawką jest życie najlepszego przyjaciela dziecka. "The Return Move" (1981) Kontynuacja popularnego filmu akcji "W strefie szczególnej uwagi". Widzowie ponownie zobaczyli w filmie ulubionych bohaterów Borisa Galkina i Mihai Volontira. W centrum akcji - znowu nauki, czas lądowania i marines. Radzieckie filmy akcji, stworzone z wielką wprawą, nie straciły na aktualności i dziś są nadal uwielbiane przez publiczność.
Opinie | kadr z filmu „Siedem” Filmowe lata 90. miały wiele interesujących oblicz. Od bezwstydnie romantycznych komedii romantycznych z Meg Ryan, Julią Roberts, Sandrą Bullock i Hugh Grantem po specyficzny typ wysokobudżetowych widowisk made in USA, nasączonych popkulturowym humorem, patetycznymi przemowami i efekciarskimi efektami komputerowymi najnowszej generacji. Od postmodernistycznych gatunkowych amalgamatów w rodzaju Pulp Fiction Quentina Tarantino po kreatywnie przerabiający tropy kulturowe, religijne i technologiczne Matrix wówczas jeszcze braci Wachowskich. Często jednak zapomina się, że lata 90. wyróżniały się na tle innych dekad także thrillerami czy też dreszczowcami, wprowadzając nową fabularną i formalną jakość do gatunku, który w poprzedniej dekadzie ugiął się znacznie pod naporem napakowanych testosteronem akcyjniaków pokroju Sylvestra Stallone’a czy Arnolda Schwarzeneggera. Jeśli zatem w 2020 r. nadal brakuje wam mocniejszych wrażeń, przypomnijcie sobie – lub obejrzyjcie po raz pierwszy – te dziesięć filmów sprzed dwudziestu kilku lat. Milczenie owiec (1991), reż. Jonathan Demme Kino od dawna fascynowało się seryjnymi mordercami – nawet kanibalistycznym intelektualistą Hannibalem Lecterem, który zadebiutował na dużym ekranie kilka lat wcześniej w Czerwonym smoku Michaela Manna – jednak to film Demme’a wprowadził ich na salony kultury masowej. Nie tylko za sprawą pięciu Oscarów (w tym za Najlepszy Film) i legendarnej roli Anthony’ego Hopkinsa, dzięki któremu Lecter stał się popkulturowym symbolem zła. Ważny był również fakt, że grana przez Jodie Foster silna i zdeterminowana agentka FBI Clarice Starling była doskonałą odpowiedzią na przesyt męskiego kina akcji lat 80., inspirując w kolejnych latach setki postaci. Ważna była realizacyjna biegłość Demme’a i sceny-perełki jak ta z noktowizorem, a także czarny humor, który zapowiedział nową jakość thrillerów lat 90. Film, który zmienił postrzeganie tego gatunku trafił do szerokiej dystrybucji w… Walentynki, 14 lutego 1991 r. Siedem (1995), reż. David Fincher Nie byłoby sukcesu Siedem bez sukcesu Milczenia owiec, jednakże Fincher podniósł do potęgi elementy, które u Demme’a były dodatkiem do prowadzonej przez Lectera psychologicznej gry. Antagonista z Siedem karze ofiary za popełnianie siedmiu grzechów głównych i przewyższa intelektualnie detektywów Millsa i Somerseta, ale jest też nowym rodzajem filmowego złoczyńcy – takiego, który, parafrazując słowa Jokera z Mrocznego Rycerza, chciałby po prostu patrzeć, jak świat płonie. Świat w Siedem jest też znacznie bardziej przytłaczający – wszędobylski deszcz i ciasnota pomieszczeń trzymają postaci w percepcyjnej pułapce, a kontrolujący każdy element opowieści reżyser nie pozwala widzowi na chwilę wytchnienia, serwując kolejne emocjonalne prawe i lewe sierpowe, na czele z niespodzianką z pewnego pudełka. Jako filmowe doświadczenie mało który thriller dorównuje Siedem. Nagi instynkt (1992), reż. Paul Verhoeven Paul Verhoeven był zawsze wyjątkowo wyczulony na różne sposoby manipulowania percepcją ludzką – jak dajemy się uwodzić temu, co widzimy, niezależnie od tego, czy chodzi o medialne metody konsumenckiej perswazji czy złudzenia napędzane technologicznymi możliwościami. W Nagim instynkcie holenderski reżyser podjął ponownie tę tematykę, jednak jednocześnie zabawił się percepcją publiczności, odwracając uwagę widzów obrazową erotyką i wystylizowaną przemocą. Grana przez Sharon Stone autorka kryminałów odsłania swe wdzięki przed prowadzącym sprawę brutalnego morderstwa detektywem Michaela Douglasa i każdym, kto chce na nią patrzeć. I do samego końca nie jest jasne, czy kobieta korzysta z własnego ciała, bo chce być pożądana, czy rzeczywiście ma mordercze ciągoty. W Nagim instynkcie nawet narzędzie zbrodni – szpikulec do lodu – wygląda kusząco i ma seksualne konotacje. Karmazynowy przypływ (1995), reż. Tony Scott Film młodszego z braci Scottów określa się przeważnie kinem akcji, czy też dramatem akcji, lecz prawda jest taka, że to pełnokrwisty dreszczowiec, którego bohaterowie, załoga amerykańskiego atomowego okrętu podwodnego, wchodzą ze sobą w konflikt, który może doprowadzić nawet do III wojny światowej. Choć lepiej stwierdzić, iż walczą ze sobą złotouści oficerowie, wciągając stopniowo resztę załogi w ideologiczno-werbalną wojnę pasywno-agresywnych gróźb. Znajdują się głęboko pod wodą, a na skutek awarii okręt został odcięty od komunikacji ze światem zewnętrznym. Napięcie sięga zenitu – nie tylko w scenach, w których w rękach jednych i drugich pojawia się śmiercionośna broń palna, ale przede wszystkim w tych fragmentach, w których dwaj mężczyźni o mocnych charakterach i temperamentach przekrzykują się uwagami i rozkazami, bo sądzą, że na powierzchni znany im świat może właśnie walić się w gruzach. Przylądek strachu (1991), reż. Martin Scorsese Psychopata i gwałciciel wychodzi na wolność po długiej odsiadce, po czym zaczyna wprowadzać w życie wymyślony za kratami plan zemsty na adwokacie, który nie był go w stanie wybronić. Zaczyna terroryzować jego oraz jego rodzinę, posuwając się do coraz bardziej niebezpiecznych czynów. Napięcie w filmie wynika nie tylko z tego, co złoczyńca zrobi, i jak to zrobi, ale także z faktu, że jego przeciwnikiem jest nieobyty w przemocy człowiek prawa i porządku, który będzie musiał zapomnieć o wszystkim, co dotąd wyznawał, żeby nie stracić wszystkiego, co w życiu tak naprawdę osiągnął. Być może trzy dekady wcześniejsza wersja z Gregorym Peckiem i Robertem Mitchumem jest lepsza pod kątem psychologicznych niuansów, ale film Scorsese przebija ją pod kątem czystej fizyczności, którą emanuje psychopata grany przez Roberta De Niro. Ten człowiek to chodzący żywioł natury i zarazem tykająca bomba, która może wybuchnąć w każdej chwili. W sieci zła (1998), reż. Gregory Hoblit Dwóch amerykańskich detektywów prowadzi sprawę wyjątkowo brutalnego seryjnego mordercy. Po wielu miesiącach śledztwa przedstawiciele prawa i porządku chwytają nareszcie zwyrodnialca i doprowadzają do jego egzekucji. Niedługo później sprawa zatacza koło, gdy na miejscu nowej zbrodni okazuje się, że jakiś anonimowy brutal zaczyna zabijać w taki sam sposób, jak niedawno pozbawiony życia przestępca. Brzmi jak kolejny schematyczny dreszczowiec o detektywach uwikłanych w samonakręcającą się spiralę zbrodni? Sęk w tym, że nasi bohaterowie nie mają do czynienia z krwawym naśladowcą, ale z demonem. I to wyjątkowo sprytnym, bowiem potrafiącym z niejaką łatwością przejmować ciała i umysły ludzkie. Wątek nadprzyrodzony może skłaniać do stwierdzenia, że oglądamy horror, ale to zdecydowanie dreszczowiec, w którym do napisów końcowych nie wiadomo, komu ufać, i kto jest tym, za kogo się podaje. Wróg publiczny (1998), reż. Tony Scott Jeśli uznać, iż Rozmowa Francisa Forda Coppoli była – oczywiście w pewnym uproszczeniu – refleksją na temat rosnących w coraz bardziej paranoicznej Ameryce lat 70. technologicznych możliwości podsłuchiwania oraz inwigilowania obywateli, Wroga publicznego należy określić nakręconą z hollywoodzkim przytupem reakcją na to, w jaki sposób te narzędzia ewoluowały w ledwie kilka dekad. Głównym bohaterem jest prawnik, który wchodzi przypadkiem w posiadanie dowodów obciążających wysoko postawionych ludzi, więc ci zamieniają jego życie w piekło za pomocą nowoczesnej technologii. Zamrażają mu konta w banku, tworzą dowody sugerujące, że współpracuje z mafią, pozbawiają go całkowicie wiarygodności. Film Scotta został zapamiętany za efektowne sceny namierzania protagonisty za pomocą satelitów i sprzętu do inwigilacji, ale znacznie bardziej przerażające jest to, że kilka lat później, po zamachach z 11 września, okazał się profetyczny. Na linii ognia (1993), reż. Wolfgang Petersen Na filmowych amerykańskich prezydentów czyhało już tak wielu różnej maści zamachowców, że trudno wszystkich spamiętać, natomiast grany przez Johna Malkovicha antagonista Na linii ognia wyróżnia się spośród nich nie tylko sprytem i wściekłym umysłem, ale też prawdziwą desperacją. Chce z sobie tylko znanych powodów iść w ślady Johna Wilkesa Bootha i Lee Harveya Oswalda, ale ma w sobie tyle zawziętości i cynizmu, że jest w stanie przechytrzyć Secret Service i agentów strzegących walczącego właśnie o reelekcję prezydenta USA. Popełnia jednak spory błąd, kiedy wciąga w swój makiaweliczny plan weterana Secret Service (Clint Eastwood), który walczy od dekad z wyrzutami sumienia, że nie był w stanie odpowiednio szybko zareagować na strzały, które w 1963 r. zabiły prezydenta Kennedy’ego. Rozpoczyna się starcie dwóch desperatów, którzy gotowi są poświęcić wszystko, co mają, żeby udowodnić wszem i wobec swoją wartość. Lęk pierwotny (1996), reż. Gregory Hoblit Gregory Hoblit pojawia się w naszym zestawieniu ponownie, gdyż miał niesamowitą reżyserską rękę do thrillerów (nie tylko w latach 90., w kolejnej dekadzie wyreżyserował choćby znakomity Słaby punkt z pamiętnym aktorskim pojedynkiem Anthony’ego Hopkinsa i Ryana Goslinga). W Lęku pierwotnym nie tylko stworzył misterną filmową układankę złożoną z trudnych emocji oraz niespodziewanych zwrotów akcji, ale także pokazał światu talent młodego Edwarda Nortona, dla którego był to iście wybuchowy aktorski debiut (rola została nagrodzona Złotym Globem oraz nominowana do Oscara). Norton wcielił się w jąkającego się dziewiętnastoletniego ministranta oskarżonego o brutalne morderstwo arcybiskupa. Jego uwielbiającego błyski fleszy adwokata zagrał Richard Gere, który raz wierzy, a raz nie w winę chłopaka, ale jest pewien, że ten skrywa jakąś bolesną tajemnicę. I rzeczywiście tak jest, ale prawda w zasadzie nikogo tu nie wyzwala. Podejrzani (1995), reż. Bryan Singer Dzisiaj mnóstwo osób wie już, kim był i jak wyglądał geniusz zbrodni Keyser Söze, ale mimo że fabularna i emocjonalna moc finałowej wolty debiutu reżyserskiego Bryana Singera znacznie osłabła przez ćwierć wieku od premiery, Podejrzani wciąż zapewniają rozrywkę na najwyższym światowym poziomie. Opowiadana historia nie opiera się bowiem na zwrotach akcji, lecz na obserwowaniu zależności pomiędzy poszczególnymi postaciami; specyficznej zażyłości rodzącej się między przestępcami, która miesza się z permanentnym brakiem zaufania. Zaczyna się od masakry w porcie, z której cało wychodzi zaledwie dwóch ludzi: ciężko poparzony węgierski mafioso i podrzędny kaleki kryminalista. Próbując zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło, stróże prawa wysłuchują wersji tego drugiego, wyciągając możliwie jak najwięcej szczegółów od przestraszonego i ewidentnie nie mówiącego wszystkiego mężczyzny. Kawał dobrego thrillera. Dziennikarz, tłumacz, kinofil, stały współpracownik festiwalu Camerimage. Nic, co audiowizualne, nie jest mu obce, najbardziej ceni sobie jednak projekty filmowe i serialowe, które odważnie przekraczają komercyjne i autorskie granice. Nie pogardzi też otwierającym oczy dokumentem. zobacz także Poezja w wersji pop TrendyPoezja w wersji popMaciej Musiałowski jako młody konstruktor sterowca w filmie „Polot”. Zobacz zwiastun NewsyMaciej Musiałowski jako młody konstruktor sterowca w filmie „Polot”. Zobacz zwiastunLorcan Finnegan, Brunella Cocchiglia: Dziwne rzeczy wydarzają się na przedmieściach LudzieLorcan Finnegan, Brunella Cocchiglia: Dziwne rzeczy wydarzają się na przedmieściach„Cabinet of Curiosities”, czyli antologia horroru Guillermo del Toro. Serial trafi na Netfliksa Newsy„Cabinet of Curiosities”, czyli antologia horroru Guillermo del Toro. Serial trafi na Netfliksa zobacz playlisty Branded Stories PYD 2020 Papaya Films Presents Stories Papaya Films Presents Stories Papaya Young Directors 7 #MASTERTALKS Papaya Young Directors 7 #MASTERTALKS Cotygodniowy przegląd teledysków Cotygodniowy przegląd teledysków
„Pościgi, strzelaniny, wojny gangów – to mój chleb codzienny” – BolecPamiętne zdanie postaci granej przez Michała Milowicza w filmie Chłopaki nie płaczą dobrze opisuje realia kina akcji. To czysta rozrywka pełna adrenaliny, dynamiki i rozmachu. Naturalne środowisko umięśnionych twardzieli oraz silnych i niezależnych kobiet. Dzięki temu gatunkowi w świecie filmu zaistniały całe zastępy aktorów, którzy dziś osiągnęli status żywej Stallone, Steven Seagal, Jean-Claude Van Damme, Arnold Schwarzenegger – to tylko najpopularniejsze nazwiska kojarzone z kinem akcji, a jego rozkwit przypada na okres od lat 80. do 90. XX wieku. Na szczęście dla miłośników gatunku i dzisiaj zdarzają się bardzo dobre produkcje, które bawią kolejne pokolenia widzów. Choć kino akcji to bardzo rozległa kategoria i lubi łączyć się z innymi gatunkami, niektóre kombinacje trzeba było wyrugować z listy. Dlatego nie znajdziecie tu ekranizacji komiksów ani rasowego science fiction czy typowego kina nowej przygody – kto wie, może pojawią się w kolejnych plebiscytach?Tymczasem przedstawiamy wyniki głosowania – pięćdziesiąt tytułów uporządkowanych rosnąco według oddanych głosów, których było – uwaga, uwaga – prawie siedem tysięcy! Serdecznie dziękujemy za tak duże zainteresowanie, zapraszamy do udziału w kolejnych plebiscytach. A teraz przejdźmy do akcji! draka w chińskiej dzielnicyBig Trouble in Little China, 1986, reż. John CarpenterJohn Carpenter po paśmie sukcesów w postaci Halloween, Ucieczki z Nowego Jorku, Coś, Mgły i Christine postanowił nieco rozproszyć złowieszczą aurę swojej filmografii i zrealizował dziwaczną, postmodernistyczną komedię, w której kierowca ciężarówki i miłośnik hamburgerów mierzy się na karabiny z pradawnymi chińskimi demonami. Wszystko to rozgrywa się w tytułowym Chinatown. Pomysł wydaje się być szalony, ale sprawdza się znakomicie dzięki lekkości w podejściu do tematu, chemii między Kurtem Russellem a (zjawiskową) Kim Cattrall i bezpretensjonalnej „jeździe po bandzie”. Carpenter to fachowy reżyser, wybitny montażysta i kultowy kompozytor – a Wielka draka stanowi popis jego umiejętności (sam filmu nie montował, ale czuć tu jego rękę) i czyni to z niej znakomity film akcji. Pomimo lekkości i kuriozalności scenariusza, ekranowe wydarzenia prezentowane są tu bardzo wiarygodnie. Carpenter świetnie kontroluje tempo filmu, eskalując drakę ze sceny na scenę, zmierzając do finałowej bitwy, w której puszcza wodze fantazji. Znakomite zdjęcia Deana Cundeya pozwalają chłonąć każdy detal tego zgiełku, muzyka podkręca i tak zawrotne tempo, a montaż trzyma to wszystko w ryzach. Jeśli więc szukacie na wieczór jakiejś akcji – śmiało możecie odpalić Wielką drakę. Zakładam, że nie po raz pierwszy! [Szymon Skowroński] celHard Target, 1993, reż. John WooNieuchwytny cel to jeden z ostatnich udanych filmów w karierze Van Damme’a i znamienity przedstawiciel kina akcji. Wiem, że wiele osób wiesza na nim psy, sugerując, że to obraz przeszarżowany, kreskówkowy, nierealistyczny i niepoważny, i – co za tym idzie – gdzie mu tam do prostoty i energii Kickboxera czy Krwawego sportu. Cóż, rozumiem, że fani tamtych przebojów mogą psioczyć na wiele scen czy rozwiązań z Nieuchwytnego celu. Wiem też, że obraz Woo przyszedł do nas w momencie, kiedy rynek wideo był nasycony; konkurencja była wielka i film nie wbił się w powszechną świadomość aż tak, jak zrobili to jego poprzednicy. Nie mógł tego zrobić także dlatego, że przeskoczenie kultowości wymienionych tytułów to jak robienie szpagatu w Toi Toiu. Cel należy też do ryzykownej kategorii kina ekscentrycznego i odrealnionego. To może powodować dysonans u widza zorientowanego na „strzelaniny bliskie życia”. Uważam jednak, że film Johna Woo jest spójny, przemyślany i diabelnie efektowny. [Tomasz Bot, fragment recenzji] 1964, reż. Guy HamiltonGoldfinger z 1964 roku spełnia wszystkie warunki do tego, aby postrzegać go jako jeden z najlepszych filmów o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości. Po pierwsze, w rolę Jamesa Bonda wciela się Sean Connery, któremu nie tylko najlepiej spośród całej reszty wychodziła ta sztuka, ale także robił to w sposób wierny idei Flemingowskiego Bonda. Jego urok, wdzięk i zaskakująca jak na tamte czasy sprawność fizyczna, doprawione osobliwą charyzmą i szczyptą charakterystycznego cynizmu, tworzą postać najlepiej odzwierciedlającą książkowy odpowiednik. Dziś umiejętnie czerpie z jego stylu Daniel Craig. Po drugie, fabuła wciąga widza od pierwszych minut aż do finałowej potyczki w Fort Knox, udowadniając, że do osiągnięcia tego wyniku nie potrzeba skomplikowanych zabiegów narracyjnych, a jedynie rzetelności i konsekwencji. Po trzecie, Bond ma wyraźnie nakreślonego antagonistę, który dorównuje mu intelektem, a przewyższa przebiegłością. Co ważne, jego szaleństwo nie jest przerysowane jak u wielu czarnych charakterów z bondowskich przygód. Tytułowemu złoczyńcy wtóruje wierny kompan – Oddjob – który razem ze swoim niezbędnym atrybutem (kapelusz) oraz wpisaną w postać groteskowością stanowi idealne uzupełnienie demoniczności swego Pana. Po czwarte, w Goldfingerze po raz pierwszy mamy ciekawie ukazaną dziewczynę Bonda w postaci Pussy Galore, której daleko do pełnienia roli pięknego dodatku, prowadzonego przez film za rękę. Tutaj rola dziewczyny Bonda nie tylko wymagała fizycznej atrakcyjności, ale i kunsztu aktorskiego, pozwalającego wydobyć z siebie charakter, który dysponował siłą porównywalną do postaci Bonda. Po piąte, po raz pierwszy mamy do czynienia z prawdziwym wysypem gadżetów, który później gości już w każdej odsłonie cyklu. [Jakub Piwoński, fragment artykułu] deszczBlack Rain, 1989, reż. Ridley ScottRidley Scott nadał temu filmowi plastykę i głębię przypominającą tę znaną z Łowcy androidów. Oba ta filmy są do siebie podobne pod wieloma względami – szczególnie od strony wizualnej. Japońskie miasto w wizji Scotta jest molochem zdominowanym przez industrialną zabudowę i bloki, na poziomie bruku z kanalizacji wylatują opary. Stolica Japonii jest przeludniona i brudna, zewsząd przelewają się masy ludzi, na drogach panują korki. Miasto jest rozświetlone neonowym światłem. W nocnych klubach właściciele korporacji, ekskluzywne prostytutki, mafiozi, ich żony oraz kochanki bawią się z dala od umierającej Osaki. Rick Deckard bez problemu odnalazłby się w tym świecie. (…) Scott ma dużo do zaoferowania: psychologicznie złożonego głównego bohatera, solidnie rozpisany wątek kryminalny i miejscami fascynującą stronę wizualną. Ogromną satysfakcję sprawia końcowy pojedynek w błocie między Conklinem i Sato. Czuć w nim prawdziwą agresję i fizyczne poświęcenie aktorów. Gdy zaczynają pojawiać się napisy końcowe, wiem, że warto było wytarzać się w tym bagnie. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji] ostatniej akcjiLast Action Hero, 1993, reż. John McTiernanRewelacyjnie brzmią wszelkie wystrzały, przede wszystkim z pistoletu Jacka Slatera, którego odgłos wyróżnia się na tle broni przeciwników, podobnie jak ma to miejsce w przypadku Toma Cruise’a w Zakładniku i jego pistoletu, brzmiącego dwa razy donośniej od innych. Przy realizacji Bohatera ostatniej akcji po raz pierwszy w historii wykorzystano nowoczesny system dźwięku SDDS (Sony Dynamic Digital Sound). Od strony technicznej jest zatem kolorowo, wybuchowo, głośno i efektownie – czyli tak, jak na porządne kino akcji przystało. Arnold Schwarzenegger był w czasie realizacji Last Action Hero w swojej najwyższej formie (świeżo po ogólnoświatowym sukcesie T2). [Rafał Donica, fragment recenzji] narodówNational Treasure, 2004, reż. Jon TurtletaubBen całe życie poświęcił szukaniu tego skarbu, lecz gdy wreszcie natrafia na trop, jego współpracownik Ian Howe postanawia, że nie będzie się z Gatesem dzielić fortuną i sam rozpoczyna wyścig po skarby. Jednakże najpierw należy je odnaleźć – a zostały one dobrze i pomysłowo ukryte, tak więc protagoniści będą musieli zmierzyć się z wieloma zagadkami i szyframi, otworzyć umysły na rozwiązania, o których im się nawet nie śniło oraz sprostać wydarzeniom, o których nigdy by nie pomyśleli, że staną się ich udziałem, np. wykradnięcie Deklaracji Niepodległości czy zagłębienie się w znaczenia zaszyfrowane na amerykańskim banknocie jednodolarowym. Skarb narodów to zrobione z przymrużeniem oka kino nowej przygody, nawiązujące do takich klasyków jak seria o Indianie Jonesie. Technicznie i aktorsko to produkt najwyższej klasy, fabularnie jednak – efektowna bzdura, która radośnie czerpie z historii, by stworzyć szkielet potężnej intrygi, obejmującej swoim zasięgiem kilka stuleci. Jeśli ktoś potrafi przymknąć oko na historyczne i fabularne niedorzeczności, wymyślone w celach rozrywkowych, to powinien się na tym filmie świetnie bawić. Jest szybko, jest efektownie, jest zabawnie. Niewymagające kino rozrywkowe XXI wieku made in USA. [Darek Kuźma, fragment analizy] BlondeAtomic Blonde, 2017, reż. David LeitchZe wszech miar stylowe to kino, od pierwszych kadrów wprowadzające widza w czasy końca zimnej wojny, ale nie takiego, jaki znamy z podręczników historii bądź pamięci, lecz przefiltrowanego przez wyjątkowo skromną paletę kolorów za dnia i barwne światła ulicznych neonów w nocy. Film powstał w oparciu o komiks The Coldest City i faktycznie czuć na ekranie chłód rozbitego Berlina, gdzie beznadzieja miejsca i czasów, w których rozgrywa się akcja, wylewa się z ekranu praktycznie nieustannie. W opozycji do tego słyszymy piosenki Davida Bowiego, Queen, New Order oraz niemieckie przeboje z epoki mogące bardziej zagrozić systemowi niż stojące gdzieniegdzie na ulicach punki. Co innego Lorraine, superszpieg z Zachodu, która już niedługo po przylocie do stolicy Niemiec gotowa jest walczyć z całym zastępem wrogich agentów. W oglądaniu ekwilibrystycznych popisów Theron jest autentyczna radość, nie tylko dlatego, że to kobieta daje niezłego łupnia wszystkim napotkanym po drodze facetom, ale również ze względu na doskonałą realizację scen akcji, fachowo nakręconych i zmontowanych. Więcej tu brutalności, a mniej technicznego baletu, jakiego byliśmy ostatnio świadkami przy okazji obu części Johna Wicka. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji] Man From 2015, reż. Guy RichieDla wielu Kryptonim będzie koronnym przykładem wyższości formy nad treścią, czyli czegoś, co zarzucano jego reżyserowi od początku kariery. Z drugiej jednak strony całe to przestylizowanie czyni z komedii szpiegowskiej Ritchiego wyjątkowo satysfakcjonujące doznanie. Jest to dziełko ślicznej urody, nawet jeżeli poza podnietami natury estetycznej ma niewiele więcej do zaoferowania. Kontekst historyczny jest ważny tylko po to, aby uświadomić widzom, że Solo i Kuryakin mogliby w każdym momencie obrócić się przeciwko sobie. Scena z nazistowskim oprawcą nieco burzy przyjemną atmosferę, choć puenta jest zabójczo zabawna. Podobnie jak sam casting – Amerykanina gra Brytyjczyk, Rosjanina Amerykanin, Niemkę Szwedka, a Włoszkę Australijka z polskim nazwiskiem. I tylko Anglik Hugh Grant jako tajemniczy Waverly pozostaje przy swojej narodowości. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji] 1995, reż. Richard DonnerZignorowani podczas premiery Zabójcy są prawdopodobnie najbardziej niedocenionym dziełem Richarda Donnera, twórcy odpowiedzialnego za serię Zabójcza broń, ale również Omen, Supermana i Goonies. Pojedynek dwóch zawodowych cyngli, starego wygi i młodego wilczka, nie podobał się ani krytykom, ani widzom, którzy zarzucali filmowi toporne tempo, nieciekawą fabułę oraz znużenie w przypadku gry Sylvestra Stallone’a, zaś Antonia Banderasa krytykując za histeryczną błazenadę. Nic bardziej mylnego. Ten thriller akcji ma rzeczywiście ponury nastrój oraz mocno ambiwalentne założenie (skoro obaj bohaterowie są pozbawionymi skrupułów mordercami, czy warto któremukolwiek z nich kibicować?), ale w rękach Donnera zamienia się w pasjonujący spektakl pełen przemocy i napięcia. Scenariusz (jeszcze wtedy) braci Wachowskich oraz Briana Helgelanda co rusz każe postaciom myśleć nad tym, jak przechytrzyć rywala i uniknąć wpadnięcia w jego pułapkę, do samego końca nie dając znaczącej przewagi żadnemu z zabójców. Zdjęcia Vilmosa Zsigmonda odznaczają się charakterem i elegancją, nietypowymi dla tego typu opowieści; nagrodzony Oscarem operator buduje za pomocą obrazu niezwykle męczącą atmosferę. Również udział Julianne Moore jako wybitnej hakerki pozytywnie zaskakuje, nie tylko dlatego, że aktorka świetnie się odnajduje w kinie akcji, ale również tworzy wyjątkowo udany duet ze Sly’em. Przede wszystkim jednak to reżyseria Donnera decyduje o ponadczasowej jakości filmu – takie sceny jak prolog na mokradłach, pierwsze spotkanie bohaterów na cmentarzu, ich rozmowa w taksówce oraz finał, w którym Stallone cierpliwie czeka, aż Banderas popełni błąd, zwyczajnie nie chcą wylecieć z głowy, po pierwszym i po kolejnych seansach. [Krzysztof Walecki] Femme Nikita, 1990, reż. Luc BessonNikita wyróżnia się z tłumu filmów sensacyjnych niezapomnianym klimatem w scenach akcji, co w dużej mierze zawdzięcza dynamicznej i ciekawej pracy kamery. Strzelanina w kuchni to w końcu wprawka Bessona w niecodziennym sposobie filmowania i doborze wymyślnych ujęć, czego pełnię pokaże kilka lat później w Leonie. Po obejrzeniu Nikity w pamięci pozostaje rewelacyjna muzyka Erica Serry, na czele z nerwowym, energicznym motywem przewodnim – gdy Nikita wstaje w restauracji od stołu i idzie wykonać zadanie. Wreszcie Nikita to popisowa rola Anne Parillaud (nagroda Cezara dla najlepszej aktorki), która żywiołowo pokazała przemianę swojej bohaterki. Nikita to także narodziny postaci Victora czyściciela (Jean Reno), która cztery lata później ewoluuje w Leona zawodowca. [Rafał Donica, fragment analizy]
Lata 80. obfitują w szereg kultowych filmów, które przeszły do historii kina | fot.: Kino lat 80. zdecydowanie było czasem, w którym wyprodukowanych zostało wiele filmów wartych uwagi. W dalszym ciągu wraca się do nich z dużą dozą nostalgii, a wrażenia mimo upływu lat są tak samo silne i pozytywne jak wtedy. Był to poniekąd przełomowy okres dla kinematografii i powstał w nim ogrom klasyków, które zapewniają rozrywkę kolejnym pokoleniom. Jeżeli więc zastanawiasz się nad idealnym filmem akcji na piątkowy wieczór to koniecznie zapoznaj się z poniższymi propozycjami! Zabójcza Broń (1987) „Zabójcza Broń” jest jedną z najbardziej popularnych produkcji, która doczekała się dodatkowo trzech kolejnych części oraz serialu. Za reżyserię odpowiada Richard Donner, natomiast w rolach głównych możemy zobaczyć duet słynnych aktorów – Mela Gibsona oraz Danny’ego Glovera, którzy wcielają się w policjantów pracujących przy sprawie śmierci młodej prostytutki. Prowadzone przez nich śledztwo okazuje się mieć drugie dno wskutek czego partnerzy muszą zmierzyć się mafią. Film oraz dialogi w nim zawarte przeszły do historii kina, zwłaszcza zdanie wypowiadane przez Glovera – ,,Jestem na to za stary”. Pewne natomiast jest to, że pozycja ta się nie zestarzeje i nawet za kolejne trzydzieści lat będzie klasykiem wartym uwagi. Szklana Pułapka (1988) Wyreżyserowana przez Johna McTiernana „Szklana Pułapka” to kolejny film, który zyskał miano klasyka. Jego sukces był na tyle duży, że historia policjanta Johna McClane’a, w którego wcielił się Bruce Willis, została rozciągnięta na kolejne cztery części. Widzów urzekła zarówno doskonała obsada aktorska, w której znalazł się utalentowany Alan Rickman, a także rewelacyjne efekty specjalne oraz wciągająca fabuła. Jest to obowiązkowa pozycja dla każdego kinomaniaka lubującego się w filmach akcji i grze aktorskiej Willisa. Gliniarz z Beverly Hills (1984) „Gliniarz z Beverly Hills” jest kolejną wartą uwagi pozycją, która w zgrabny sposób łączy elementy akcji i komedii. Główną rolę tytułowego gliniarza, który stara się rozwiązać zagadkę śmierci przyjaciela, otrzymał Eddie Murphy. Produkcja okazała się ogromnym sukcesem co zaowocowało nominacją do Oscara i rozbudowaniem historii na następne dwie części. Widzów zauroczyła ekscytująca fabuła oraz humor. Jest to doskonała propozycja dla tych osób, które poza wartką akcją poszukują w filmie momentów wywołujących uśmiech na twarzy, a te zapewnia genialny i utalentowany Murphy. Podsumowując… Lata 80. obfitują w szereg kultowych filmów, które przeszły do historii kina. Mimo upływu lat wciąż zapewniają niezapomniane przeżycia i sprawiają, że widz może poczuć magię i klimat tych produkcji. Z pewnością w porównaniu do współczesnych tworów różnią się pod względem efektów specjalnych i wizualnych doznań, niemniej to właśnie to stanowi o ich wyjątkowości. Filmy te w pewien sposób nie tylko były inspiracją dla kolejnych reżyserów, ale również utarły ścieżkę temu gatunkowi filmowemu. Powyższe pozycje są więc podstawą dla każdej osoby, która gustuje w filmach akcji. AFA
"Rambo: Pierwsza krew" Zaczynamy, rzecz jasna, od "Rambo". Pierwsza część filmowej serii, która dotychczas doczekała się czterech odsłon, na kinowe ekrany trafiła w 1982 roku i okazała się ogromnym kasowym sukcesem. Przy budżecie wynoszącym około 15 milionów dolarów, "Pierwsza krew" przyniosła przychód w wysokości przeszło 125 milionów, i to z samych tylko biletów. Główny bohater filmu, grany przez Sylvestra Stallone'a John Rambo, to uczestnik wojny w Wietnamie, były żołnierz jednostek specjalnych wojsk lądowych USA. Podróżując po kraju i poszukując dawnych kolegów z armii. Jako weteran często doświadcza szykan i pogardy ze strony obywateli. Dochodzi wręcz do tego, że szeryf jednego z miasteczek, które znalazło się na szlaku Johna, nakazuje mu jego natychmiastowe opuszczenie. Rambo odmawia, przez co trafia do więzienia, gdzie miejscowi policjanci postanawiają dać mu nauczkę. Ex-komandosowi udaje się jednak uciec i rzucić wyzwanie całej policji i Gwardii Narodowej stanu Oregon. Ze zwierzyny szybko staje się myśliwym. "Terminator" Myślisz Arnold Schwarzenegger, mówisz "Terminator". Kultowy obraz w reżyserii Jamesa Camerona na dobrą sprawę zapoczątkował wielką karierę obu tych postaci, na długie lata wynosząc je na piedestał. Rewelacyjne - na owe czasy - efekty specjalne, znakomity scenariusz i świetna rola Schwarzeneggera uczyniły z tego filmu klasyk nie tylko kina akcji, ale też gatunku science-fiction. Wyniszczona wojną nuklearną Ziemia jest tu świadkiem ostatecznego konfliktu, pomiędzy ludźmi i maszynami. W szeregach tych pierwszych rodzi się zarzewie buntu przeciw robotom, który może przyczynić się do ich zwycięstwa. Maszyny wysyłają w przeszłość niezniszczalnego terminatora, który ma zadanie zabić Sarę Connor, matkę przywódcy rewolucji. W ślad za nim, z zamiarem ocalenia kobiety, rusza Kyle Reese. "Szklana pułapka" Klasyczny przedstawiciel kina akcji, które w latach 80. było produkowane masowo. Od większości podobnych, mniej udanych, produkcji, wyróżnia go brawura, z jaką został zrealizowany. Błyskotliwy montaż, genialna rola Bruce'a Willisa, rewelacyjnie napisane one-linery, świetna kreacja głównego przeciwnika i pomysłowa, choć przecież prosta - policjant John McLane musi powstrzymać terrorystów, którzy opanowali korporacyjny wieżowiec - fabuła przełożyły się na kolosalny sukces "Szklanej pułapki". "Zabójcza broń" Martin Riggs i Roger Murtaugh, dwójka policjantów o kompletnie odmiennych charakterach i doświadczeniach, zostają partnerami. Ich pierwszym wspólnym zadaniem jest zbadanie sprawy podejrzanego samobójstwa, przez którą szybko wplątują się w mafijne porachunki. Mel Gibson i Danny Glover tworzą w "Zabójczej broni" absolutnie mistrzowski duet - kto wie, czy nie najlepszy w historii filmów akcji. Sporo umiejętnie umiejętnie wplecionego humoru, charyzma głównych bohaterów, a do tego dynamiczna fabuła to tylko kilka elementów tego dzieła, dzięki których nawet dziś nie trąci ono myszką, a współcześni filmowcy wciąż mogą (i powinni!) się na nim wzorować. "Top Gun" Gdyby nie "Top Gun", Tom Cruise być może nigdy nie zostałby gwiazdą światowego formatu. Choć dziś jest on bardziej kojarzony z rolą Ethana Hunta z późniejszego o dziesięć lat "Mission: Impossible", to właśnie kreacja asa przestworzy Mavericka z "Top Gun" stała się jego trampoliną do sławy. Zaś sam film, mocno różniący się od większości zamieszczonych tu pozycji, cały czas jest jedną z najwspanialszych historii o męskiej przyjaźni. "Gliniarz z Beverly Hills" "Gliniarz z Beverly Hills" to wybuchowa mieszanka scen akcji i komediowych. Wątki humorystyczne dziś mogą wydawać się nieco slapstickowe, ale w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych bawiły chyba wszystkich. Świetny Eddie Murphy jako Axel Foley daje z siebie wszystko, dzięki czemu nie zwracamy uwagi na dość banalną fabułę. "Zaginiony w akcji" Od "Zaginionego w akcji" na dobre rozpędu nabrała z kolei kariera Chucka Norrisa, dziś znanego między innymi z tego, że potrafi trzasnąć drzwiami obrotowymi i doliczyć do nieskończoności. Nim Norris został Strażnikiem Teksasu i zaczął szczodrze częstować liczne zastępy bandziorów kopem z półobrotu, w 1984 roku wcielił się w postać pułkownik Jamesa Braddocka, który postanawia w pojedynkę odbić amerykańskich więźniów wojennych przetrzymywanych w Wietnamie. Prócz determinacji ma do dyspozycji też pokaźny arsenał, co przekłada się na fantastyczną, efektowną rozwałkę. "RoboCop" Fantastyczne, momentami wręcz nowatorskie kino, opakowane w niesamowicie efektowną formę. Policjant Alex Murphy ginie na służbie, jednak dzięki eksperymentalnemu programowi pewnej korporacji, zostaje przywrócony do życia jako pół-człowiek, pół maszyna - RoboCop. Jako cybernetyczny glina musi powstrzymać ogromną falę przestępstw i przemocy, która zalała Detroit. Genialne efekty specjalne i świetny scenariusz sprawiają, że zawsze chętnie wracam do tego filmu. "Ucieczka z Nowego Jorku" Kurt Russel jako Snake Plissken i John Carpenter za kamerą. To nie mogło się nie udać. "Ucieczka z Nowego Jorku" jest wyśmienicie napisana, nieźle zagrana i napakowana akcją. Plissken, ex-komandos, obecnie skazaniec, musi przedostać się na wyspę Manhattan, która została zamieniona w gigantyczne więzienie, by ocalić prezydenta USA - samolot, którym podróżował rozbił się na tym terenie. Jeśli Snake'owi się to uda, zostanie uniewinniony. "Komando" Okej, to chyba najbardziej kontrowersyjny tytuł na tej liście. O ile nie ma możliwości, żeby którykolwiek z powyższych filmów nie znalazł się w tego typu zestawieniu, o tyle "Komando" z Arnoldem Schwarzeneggerem z powodzeniem dałoby się zastąpić wieloma innymi pozycjami. Nie da się ukryć, że na tle pozostałych, wymienionych tu dzieł z lat 80., ta produkcja ma zdecydowanie mniej atutów, którymi mogłaby się pochwalić. Niemniej jednak darzę ten obraz, w którym jednoosobowa armia w postaci Johna Matrixa rozprawia się z nieprzeliczalnymi tabunami wrogów, ogromnym sentymentem i uważam, że zasługuje na miejsce w tym panteonie klasyków.
filmy akcji lat 80